Pax Dei - Social Sandbox MMO
  • Pax Dei
  • Aktualności
  • FAQ
  • Fabuła
  • Poradniki
    • Wstęp do mechaniki Pax Dei
    • Wstęp do umiejętności
    • Wstęp do rzemiosła
    • Wstęp do budowania
    • Pierwsze kroki w świecie Pax Dei
    • Zarządzanie działkami w Pax Dei
    • Podbijanie Pax Dei w Pojedynkę
    • Narzędzia dla graczy Pax Dei
  • Mapy
  • Klany
    • Gang Chomika
    • Nameless Misfits
    • Nocna Straż
    • Ród Lannister
    • Runiczna Plaga
    • Vordmor
  • Galerie
  • Discord
  • Wsparcie
  • Patroni
  • Poza Pax Dei
    • O mnie
    • Polityka prywatności
    • Kontakt
  1. Jesteś tutaj:  
  2. Start
  3. Home

O Fay i znaczeniu ptaków

Merlin w Pax Dei

Merlin w Pax Dei

Merlin w Pax Dei

Merlin w Pax Dei

Kiedy ptaki jeszcze śpiewały

Popioły ciężkie, podstęp zazdrości
Anioły zagubione, demony skryte
Nigdy, przenigdy więcej
Potężne zastępy nieba
Nie będą się radować ziemską radością
Babel, ten, który rezonuje

Pierwsze słowa - VIII strofa

Drugi eon dobiegł końca przez Zazdrość, zwiędły instrument dzierżony przez lśniącego węża głębin. I gdy ten świat o niezrównanym pięknie i harmonii chylił się ku upadkowi pod miażdżącą wolą gnijących duchów dawno zapomnianych, upadła także chorągiew najcenniejszych aniołów, podążając za Lewiatanem ku kiełkującemu królestwu ciemności. I tak się stało, gdy słońce wzeszło, by oświetlić i zwiastować nadejście trzeciego eonu, odtąd i na wieki, Boskość zakazała duchom Nieba objawiać się w żywiołowych światach odległych. Żaden anioł nie stąpał już po stworzeniu, z wyjątkiem sporadycznych posłańców Boskości.

~~~  

Fey narodzili się o świcie wieczności
Kochający, szlachetni, łagodni, bystrzy
Czułe opiekunki Edenu stoją
Dzielni strażnicy tej ziemi
Niezłomni w swym wielkim trudzie
Babel, który Rozbrzmiewa

Pierwsze Słowa – XIII strofa

Gdy Boskość po raz trzeci ukończyła swoje dzieło stworzenia, rozejrzała się i dostrzegła, że czegoś brakuje. A może nie „brakuje”, lecz coś się zgubiło. Wcześniej świat wypełniały pieśni, myśli i dźwięczne okrzyki aniołów, lecz tym razem był bezcelowy, bez odpowiedzi i bez sprawczości. A gdy Boskość rozważała, co uczynić, z drugą myślą stworzyła ptaki i uczyniła, by pojawiły się na czystym błękicie nieba jako cenna pamięć i przypomnienie o anielskim zastępie, który teraz został wygnany z tego świata. Lecz wciąż czegoś brakowało. Tego wszystkiego piękna, a nie było nikogo, kto by je docenił lub się nim cieszył; całej tajemnicy, a nie było nikogo, kto by się nią zachwycał lub nad nią rozmyślał; całej wielkości, a nie było nikogo, kto by drżał z zachwytu i wdzięczności. Światu brakowało sensu. Sensu dla kogoś. I tak Boskość stworzyła istoty na swój obraz, „Adonii zrodzeni przez Adonai”.

I tak narodziły się Fey. Wielkie i potężne, silne duchem, czyste umysłem i rozważne. I Boskość obdarzyła je nieśmiertelnością, intuicyjnie łącząc je ze wszystkimi żywymi istotami stworzenia oraz dając im dar czerpania mocy życia, by władały żywiołami stworzenia. I tu zdawała się leżeć ich obrona przeciwko Wrogowi; podczas gdy demony i anioły cieszą się nadprzyrodzonymi mocami panowania nad żywiołami poprzez ducha i zdolnością czerpania duchowej mocy zza Zasłony, moce Fey są istotą samej natury i przypuszczalnie wykraczają poza zasięg zepsucia, które ostatecznie doprowadziło do zniszczenia poprzednich stworzeń.

Słońce nigdy nie zachodziło w ten nieśmiertelny pierwszy dzień trzeciego Eonu, dzień trwający tysiąc lat. Fey żyły w harmonii i bezpośrednim kontakcie ze wszystkimi stworzeniami Boga. Śmierć jeszcze się nie wykluła, nikt też nie rodził się ani nie umierał, świat trwał w doskonałej równowadze i pokoju.

A potem... przestało tak być.

~~~

Czerwony żar i mrok, piętno pychy
Brzaskodzierżca chętnie obdarza
Wszystkich prócz pokornych
Świat by runął
A ścieżka do Elphame byłaby zamknięta
Babel, który Rozbrzmiewa

Pierwsze Słowa – XXI strofa

Słowa Światłonoścy i przeklęte szepty ostatecznie sprowadziły upadek trzeciego stworzenia. Jeden po drugim Fey padali ofiarą jego podstępów; jego plugawych sugestii i pochlebstw, które podsycały ich pychę, a przepełnieni dumą utracili swoje ugruntowane powiązanie z żywymi, czyniąc ich podatnymi na zepsucie ducha. Ci nieliczni, którzy się opierali, pamiętali i trwali niewzruszeni, patrzyli, jak świat wokół nich się rozpada. Nie byli sami – Boskość, obejmująca wszystko, obserwowała zza Zasłony, jak to stworzenie zdawało się rozpadać i obracać w popiół w jej drżących dłoniach. Święty gniew wypełnił Wszechmocnego, gdy jego radość obróciła się w proch. Lasy pękały, góry upadały, a wody wysychały z woli Boskości, a wszystkie żywe istoty były skazane na zagładę, gdyż w tej chwili narodził się duch Śmierci, który miał pożreć żywych, by ci nie dołączyli do legionów Piekła.

Patrząc na to wszystko, garstka Fey, którzy pozostali wierni i opierali się Światłonoścy, zrozumiała, że Boskość nie oszczędzi nikogo, że sami znaleźli się w oku Pana, splamieni przez związek z tym stworzeniem, a koniec był nieuchronny. Lecz pragnienie ocalenia świętego stworzenia stało się silniejsze niż wola posłuszeństwa Boskości po raz ostatni, więc zebrali się niezłomni i zdeterminowani w sercu Elysium.

~~~

Ręka w rękę w leśnej nawie
Wokół Kamienia, by świat ocalić,
Rowan, Moyra, Merlin i Maven
Z Morgan i Danu tworzą przystań,
Remus, Lethe, Loran i Flora
Z mądrością Auberona rozpalają aurę,
Głos Babel zwodzi skazanych
Zmysł Fauny prowadzi bestie
Flora przemawia przez gałąź i korzeń
Tytania podaje zakazany owoc
A Deva czyni to, co umie najlepiej
Kładzie dusze wszystkich do snu

~ Stara inkantacja druidów

Kanalizując siłę życiową tego, co jeszcze pozostało żywe na świecie i odbierając Wrogowi szansę na pożarcie wszystkiego, dwór Auberona przebił ścieżkę przez Zasłonę i stworzył pozaziemską ostoję, czerpiąc z nielicznych istot, które pozostały czyste i nieskażone — zarówno roślin, jak i zwierząt. Powstał świat ponadnaturalny. Tam właśnie Fey ukrywają się od tamtej pory, zarówno przed podstępami wroga, jak i przed wzrokiem Boskości, wiedząc, że Wszechmocny niełatwo godzi się z tymi, których potępił, nawet jeśli w ich przypadku byli to niewinni wciągnięci w wir burzy.

Choć Fey bardziej niż czegokolwiek boją się Pana, to całą swą mocą nienawidzą sług Piekła i słusznie obwiniają ich za utratę własnej szansy na wieczne Elysium. Za każdym razem, gdy Boskość tworzyła nową wersję Ziemi, Fey w sekrecie powracali ze swego ukrytego świata i działali jako strażnicy stworzenia, jakimi zawsze mieli być. I za każdym końcem Eonu, gdy kolejne stworzenia okazywały się rozczarowaniem i Boskość decydowała się je zniszczyć i zacząć od nowa, Fey robili wszystko, by ocalić to, co warte ocalenia, zanim wszystko przepadło.

Mówi się, że ptaki po raz pierwszy przybyły do Dziesiątego Stworzenia za czasów Meirothei, zwabione jej głosem i oczarowane nim, przenikając ze starego świata, gdzie pamięć miała skrzydła. Lecz dziś o takich rzeczach tylko się szepcze, przekazując je w druidzkich pieśniach i półszeptanych

~~~

Ptaki na skrzydłach, drzewa na stopach
Krasnoludy całe w sadzy okryte
Goblin, Goblinie, odejdź precz!
Do domu paskudnych leśnych Fey

Wyvern śpiewa pieśni radości?
Gryf zjada chłopca z wioski?!
Krzyżuję serce i nadzieję składam
Żebym nie ujrzał małp latających!

Gdy trolle i ogrzy zjedzą moją matkę
Wątpię, by ojciec zachował spokój
Modlę się i błagam każdego dnia
By plugawy Fey trzymał się z daleka!

~ Znana kołysanka

Merlin ~ Bard Lyonnesse

~~~

Obrazy użyte w ilustracjach: Thomas Jones, Barda, 1774

Ostatnie słowa skryby Theloniusa - Część I

Skryba Thelonius w Pax Dei

Jestem Bratem Theloniusem, ostatnim Strażnikiem Ukrytego Światła, ze Skryptorium Lunthyru. Gdy te słowa zostaną przeczytane, moje kości będą leżeć pokryte pyłem, a ten świat może już nie przypominać tego, który znałem. Piszę przy świetle świecy, podczas gdy ziemia się trzęsie, a niebo jęczy, podczas tego, co teraz nazywamy Wielkim Kataklizmem . Ziemia drży z każdym mijającym dniem, a niebiosa odwróciły od nas swoje oblicze.

Ta kronika nie jest sankcjonowana przez Papiestwo. Gdybym był młodszy, mogliby mnie za to spalić. Ale ich ogień gaśnie, tak samo jak ich uścisk prawdy. Przepisali historię na swoje podobieństwo, wymazali głosy, zniszczyli zwoje i uciszyli tych, którzy pamiętali. Jednak pamięć jest odporna, a atrament, choć kruchy, może przetrwać nawet imperia.

Ostatniego wieczoru, gdy leżałam kaszląc w tej rozpadającej się kamiennej celi, odwiedziła mnie Fay. Nie wizja. Nie sen. Obecność tak realna jak kamień pod moimi plecami. Czułem się, jakbym stał przed burzą, nie wiatrem ani deszczem, ale czymś większym, siłą natury owiniętą w łaskę i smutek. Uklękła obok mnie i przemówiła nie słowami, ale prawdą.

„Nie trać nadziei, Theloniusie” – powiedziała – „marzenie Demira nie zgasło. Jej poświęcenie nie było końcem, było czekającym ziarnem”.

A gdy odwróciła się, by odejść, zatrzymała się, a światło jej postaci nie rzucało cienia. „Następnym razem, gdy się spotkamy”, powiedziała, „będzie to twój ostatni dzień w tym Stworzeniu i początek ery Potomków”.

I tak piszę, nie dla siebie, ale dla nich, dla ciebie, Potomku. Niech te strony będą latarnią, która oświetli twoją ścieżkę.

—Thelonius Skryba 
Ostatni Strażnik Ukrytego Światła
Ze Skryptorium Lunthyru,
spowitego mgłą i ciszą,
gdzie zmarli wciąż śnią

Napisane zimą roku 3999

~~~

Dziewięć Stworzeń Przed

Przed Rajem, nawet przed pierwszym oddechem ludzkości, byli inni. Wielu innych.

Świat, po którym stąpamy, nie jest pierwszy. To Dziesiąte Stworzenie, a my jesteśmy jego dziećmi, ale nie pierworodnymi stworzeniami.

Dziewięć razy wcześniej, Boskość ukształtowała gobelin istnienia. Dziewięć razy, on się rozwinął. Każde Stworzenie zostało skażone przez Grzech Główny, wzrastający od wewnątrz jak zgnilizna w korzeniu, i każde zostało odpowiedziane przez Niebiańską Cnotę, wplecioną w następne. Pierwsze zostało pochłonięte przez Gniew, a z jego popiołów powstał Mroczny Władca, Wielki Oszust. Inne utonęło w Zazdrości, gdzie Lewiatan wił się przez wody stworzenia, wiecznie tęskniąc. Obżarstwo rozdęło świat w ciszę, a inne upadło w Lekkomyślność, śmiech wykręcając go w kpinę, aż nawet śmierć stała się żartem.

Fay, pierworodne starszej łaski, pochodzą z jednego z tych upadłych światów. Nie mówią o tym. Inni pośród nas, trolle, ogry, syreny, kelpies lub wiwerny, są pozostałościami zniszczonych epok, ukształtowanymi przez czas, grzech i przetrwanie. Nie wszyscy byli źli na początku. Nie wszyscy są źli teraz, ponieważ niektórzy zostali uratowani przez Fay i przeniesieni do ich ukrytego królestwa. Kiedy zasłona między światami stanie się cienka, te istoty mogą ponownie wkroczyć do naszego Stworzenia.

Boskość nie zawsze usuwała stare, by stworzyć nowe. Niektóre Stworzenia zostały pogrzebane, ułożone w duchu pod naszymi. Ich kości pozostały, a wśród nich wspomnienia, artefakty, zapomniana magia. A przez to wszystko gryzą zgrzytliwe demony.

Gdzie grzech bierze górę w świecie, kopie w dół, drapiąc ruiny przeszłości. Zaczyna się w Strumykach, płytkich i pokręconych legowiskach zbudowanych przez kultystów tego samego Eonu. Jeszcze głębiej leżą Świątynie, gdzie demoniczny wpływ puchnie, a powietrze gęstnieje od świętokradztwa i sodomii. I schodzą jeszcze niżej, kalając pozostałości minionych epok i dręcząc pozostałe duchy, stając się coraz silniejszymi, do złudnego punktu bez powrotu, gdzie kończy się Stworzenie, a zaczyna Piekło. To są prawdziwe domeny demonów, nie zbudowane, ale zrodzone, wydalone, uwolnione przez grzech i cierpienie i ukształtowane w sanktuaria ich własnego, obrzydliwego projektu.

Wpadnięcie w jedną z tych głębin nie jest po prostu zejściem. Jest to potykanie się o grzechy historii.

— Telonius Skryba

~~~

Wiek Raju

Historia tego Stworzenia zaczyna się od Protennoi, Pierwszej Odkupicielki, która dała początek Ludzkości w świętym sercu świata, gdzie pewnego dnia powstanie Axis Mundi. Dary Protennoi dla jej dzieci były czyste, proste i nieozdobione, narodziny, miłość i światło . W tym pierwszym ogrodzie stało cudowne drzewo, które wielu uważało za część ducha samego Odkupiciela. Jego złote owoce zapewniały wieczną młodość i pożywienie.

To był czas przed złożonością i przed koncepcją potrzeby. Nie gryzł głód, nie czyhało żadne niebezpieczeństwo. Nie było ognia, bo nie było zimna. Nie było wypowiedzianego słowa, bo myśl i uczucie płynęły jak jedno. Ludzkość poruszała się w cichej harmonii i wdzięczności ze zwierzętami, piła z dzwoniących srebrnych strumieni i spała pod niebem, które nigdy nie ciemniało.

Było tylko lato, niekończące się ciepło boskiej łaski. Słońce wschodziło, wznosiło się i mięknęło w zmierzch, ale nigdy nie zniknęło. Nie było nocy. Żadnej śmierci. Żadnego cienia.

Ale nawet cisza może zaniknąć.

Lenistwo było pierwszym grzechem, który się poruszył, przytępiony duch zadowolony z bierności. Potem nadeszło pożądanie, zmieniające niewinną radość w pożądliwe pragnienie. Jeden z Pierworodnych zerwał świętą więź. Wraz ze swoim pokrewieństwem bezczynnie zrywali święty owoc nie z potrzeby, ale dla władzy. W tym akcie Boski Korzeń został naruszony. Harmonia Raju pękła. Wielkie drzewo zaczęło więdnąć i marnieć. Wody, które chroniły Stworzenie, zaczęły opadać, odsłaniając świat nieprzygotowany na to, co leżało poza nimi.

Nadeszła noc. Nikt nie pamięta dokładnie kiedy, tylko że nadeszła po zdradzie. A wraz z nią nadszedł pierwszy chłód.

Raj nie został nam odebrany. Porzuciliśmy go.

Gdy plemiona uciekały z umierającego ogrodu, spotkały świat zarówno ogromny, jak i okrutny. Szarpały nimi ostre wiatry, gryzły ich grad i deszcz. Dzikie bestie, niegdyś łagodne, stały się drapieżnikami. Pierwszy, który umarł, nie zostawił słów, rytuałów, pieśni. Dla ludzkości nie było pamięci o żalu i drogi do smutku lub skruchy. Byli dziećmi urodzonymi dla pokoju, zmuszonymi do przetrwania.

Ci, którzy wytrwali, zostali odmienieni. Zahartowani. Zgorzkniali. Stali się Dzikimi Pierwszymi, gniewnymi i dzikimi, ich więź z Boskością przygasła, ich języki straciły kształt, zostały zredukowane do gardłowych pieśni i bezsłownego nucenia.

A jednak nie wszyscy zbłądzili w cień. Nieliczni, wciąż noszący w sobie pamięć o cieple Protennoi, wędrowali daleko i zakładali ukryte sanktuaria. Te rozproszone linie zachowały przebłyski dawnego pokoju, ślady, które pewnego dnia miały wypłynąć na powierzchnię w opowieściach o Atlantydzie i w świętości gajów, gdzie winorośle wciąż wirowały ku niebu.

Choć Boski Korzeń leży zwiędły, a jego owocu już nie ma, echa tej pierwszej ciszy unoszą się w Liniach Ley. A czasem, we śnie lub w ciszy przed świtem, przypominamy sobie, kim byliśmy.

I co straciliśmy.

— Telonius Skryba

Część pierwsza kroniki Theloniusa w Pax Dei

Część druga kroniki Theloniusa w Pax Dei

Część trzecia kroniki Theloniusa w Pax Dei

~~~

Obrazy użyte jako nagłówki w obrazach: 
Caravaggio, Święty Hieronim piszący, 1605-1606
Botticelli, Mapa piekła, ~1480-1490 (Ilustracja do Boskiej komedii Dantego)
Jan Brueghel Starszy, Ogród Eden z upadkiem człowieka, 1612

Święty Edykt Czujności i Czystości

Zgodnie z dekretem Jego Eminencji,
Wielkiego Inkwizytora Ignisanctusa Białego,
Stolicy Apostolskiej, w nieobecności Papieża i na mocy Boskiego Mandatu Zakonu.

Niech będzie wiadome na wszystkich uświęconych ziemiach, że na mocy autorytetu powierzonego Świętej Inkwizycji niniejszym ogłasza się proklamację dotyczącą pojawienia się istot określanych przez niedawnych pokutujących odbiorców ognistych błogosławieństw Inkwizycji jako Scions. 

Ci Potomkowie, w pełni rozwinięci i pojawiający się z eteru, bez dziedzictwa, sakramentów i pamięci o prawowitym pochodzeniu, zaczęli osiedlać się w świętych domenach Stworzenia.

Władają nieznaną magią, budują bez sankcji i roszczą sobie prawo do dominacji bez boskiego prawa. Nic dziwnego, że ich nagłe pojawienie się zbiega się ze świeżymi podmuchami korupcji, nienaturalnym spokojem pośród chaosu i szeptami przebudzenia uśpionych mocy.

Pomimo pozorów pracy, pracowitości i odnowy, ich pochodzenie pozostaje owiane tajemnicą i wątpliwe, ich cel nieudowodniony, ich wierność podejrzana. Inkwizycja nie posiada żadnego zapisu o ich stworzeniu w Księdze Rodowodów, ani ich dusze nie noszą Znaku Uświęcenia, gdy są ważone, wypróbowywane i testowane.

Samo ich istnienie stanowi zagrożenie dla Boskiego Porządku, wypaczenie świętej chronologii i bluźnierstwo przeciwko naturalnemu planowi Wszechmogącego.

Dlatego też niniejszym Edyktem:

  • Tak zwani Scionowie są odtąd uznawani za ekskomunikowanych jako Heretycy.
  • Jakikolwiek kontakt z nimi jest uważany za zboczony i zabroniony.
  • Pocieszenie, pomoc i schronienie oferowane im przez kogokolwiek będzie karane jako współudział w herezji.

Każdy agent Inkwizycji jest upoważniony i zobowiązany do oczyszczenia tych istot, wymierzając Boską sprawiedliwość na miejscu.

Dopóki sąd boski nie zostanie objawiony i zatwierdzony poprzez święte objawienie, Inkwizycja będzie pełnić rolę nieruchomego oka Boga, płonącego miecza sprawiedliwości i strażnika świętego prawa.

Niech żadna dusza nie da się zwieść ich pozorom spokoju i obietnicom odnowy.

Bo Bóg nie zapomina, ad futuram rei memoriam.

W Jego Świetle, Płomieniem i Słowem, Wielki Inkwizytor Ignisanctus Biały, Stolicy Apostolskiej.

Na mocy Boskiego autorytetu Edykt ten zostaje zapieczętowany.

Edykt wielkiego inkwizytora w Pax Dei

Kult Zeba: Studium obżarstwa i korupcji

Z Kompendium Cacodemonic, spisanego na początku ery papiestwa przez brata Aldrica z Libornes.

Kult Zeba przetrwał od czasów pierwszych ludów, jego ohydne tradycje zakorzenione są w służbie Władcy Much, Pożeracza Ziemi i Obżarstwu Belzebuba, Księcia Piekieł. Podobnie jak wszystkie kulty demoniczne, starają się zbezcześcić i wyśmiać Boskie stworzenie oraz zniszczyć wszystko, co święte. Legendy o ich plagach i rojach szarańczy, o ich perwersyjnym głodzie, który popycha ich do pożerania ludzkiego mięsa i tworzenia ubrań ze skóry swoich ofiar, są liczne.

„Człowiek może raz popaść w obżarstwo i pokutować. Człowiek może dwa razy sobie folgować i cierpieć. Ale za trzecim razem jego dusza jest stracona, pochłonięta w całości przez paszczę Zeba. Będzie głodny, ale nigdy nie zostanie nasycony. Będzie ucztował, ale nigdy nie zasmakuje. Taki jest los tych, którzy czynią ołtarz ze swoich brzuchów”.
 — Św. Grzegorz,  O losie potępionych

Kim jest Zeb?

Kultyści Zeba w Pax Dei

Zeb to zdrobnienie od imienia Beelzebub, imienia używanego przez zwykłego człowieka, ponieważ wymawianie prawdziwego imienia tego Księcia Piekła w całości nie jest uważane za przyzwoite, zdrowe ani bezpieczne. Według św. Grzegorza, Beelzebub był kiedyś znany jako Pan Anioł Obfitości, zamieszkujący przy wysokim stole Boskości, zanim został uwiedziony i zepsuty przez Oszusta.

Obecność Zeba wśród nas jest prawdopodobnie najczęściej manifestowana przez żywe ucieleśnienie obżarstwa, robaka. Wyłaniając się z głębin, te wektory śmiertelnego grzechu Zeba pełzają, pełzają i pożerają wszystkie żywe istoty, zanim zostaną przekształcone w szkodniki, które na nienaturalnych skrzydłach niosą zepsucie swego pana coraz szerzej po krainach. I całkiem stosownie, ta graficzna, ziemska manifestacja woli i pragnienia Belzebuba została wzmocniona, ubóstwiona i czczona przez jego zwolenników, Kult Zeba. W najgłębszych zakątkach ich twierdz, ogromne, megalityczne manifestacje robaka bronią korytarzy, bez wątpienia ubóstwiane i czczone przez zwolenników kultu.

Kim są kultyści?

Obraz kultysty w Pax Dei

„Są wychudzeni, jakby wygłodniali, ich ciała są chorobliwie szare, odziani w strzępy skóry zszyte z nieświętych źródeł. Ale ich usta — och, ich usta! — są zbyt duże, mają zbyt wiele zębów, a ich spojrzenie jest spojrzeniem niekończącego się głodu”.
 — Św. Grzegorz,  O losie potępionych

Większość kultystów była kiedyś ludźmi, ale trudno powiedzieć, ile z ich człowieczeństwa pozostało. Korupcja wypacza zarówno ciało, jak i umysł, karmiąc się ich grzechami, aż pozostanie tylko głód. Są przyciągani obietnicami władzy i wiecznego życia jako renegaci Nightmire. Podczas gdy ich szeregi sprzyjają samolubnym i okrutnym, nawet zwykli i skromni mogą paść ofiarą ich wpływu. Żadna kasta, żadne bogactwo ani żadna lojalność nie chronią nikogo przed ich powołaniem. Kult Zeba jest nieselektywny w swoim naborze — mężczyzn i kobiety, żebraków i szlachciców, przestępców i żołnierzy. Tylko najbardziej pobożni i zdyscyplinowani są w stanie wytrzymać zepsucie obżarstwa i ostatecznie dołączyć do wiecznych legionów piekła.

Święto kultystów Zeba w Pax Dei

„Obżarstwo nie jest tylko pobłażaniem ciału, ale konsumpcją wszystkiego, co święte – naszych cnót, naszej wiary, naszego człowieczeństwa. Opór jest hartowaniem duszy jak stali w kuźni”.
 — Św. Grzegorz,  O pokusie i występku

Praktyki i rytuały kultu Zeba

„Uczestnictwo w ich uczcie oznacza uczestnictwo w potępieniu. Za każdy zjedzony kęs dusza jest stracona. Uważaj, bo ich głód nie zna końca, a ci, którzy jedzą z demonami, wkrótce znajdą się w kolejnej potrawie”.
 — Brat Aldric z Libornes,  O niegodziwości ciała

Święto kultystów Zeba w Pax Dei

Kult Zeba to horror wykraczający poza śmiertelne pojmowanie, pochłonięty niekończącym się ucztowaniem i zniszczeniem. Czegokolwiek nie mogą pożreć, to kalają.

W Epoce Starożytnych, gdy ludzkość uczyła się uprawiać ziemię i przechowywać żywność pod troskliwym okiem Demira, zwolennicy Belzebuba znaleźli nowe sposoby na zepsucie. Zanieczyszczali zbiory, rozprzestrzeniając choroby i rozkład. Zatruwali studnie, wyczarowywali roje szarańczy i rozprzestrzeniali głód na ziemi, rozkoszując się cierpieniem, które powodował, i czerpiąc moc z zepsucia, które sami stworzyli.

Sarkofag kutystów Zeba w Pax Dei

Ich głębokie legowiska cuchną rozkładem, wypełnione są rekwizytami ich groteskowych rytuałów. W niektórych miejscach, takich jak Contageum, hodują potworne dziki, szkoląc je do wojny i rzezi. Do innych przywożą schwytanych niewinnych i złamanych kultystów, więżąc ich w kamiennych sarkofagach lub lochach i karmiąc ich siłą do nienaturalnych granic. Gdy ich ciała są spuchnięte do niepoznania, są składane w ofierze — konsumowane w potwornych ucztach. Ich obdarta skóra jest garbowana na skórę, makabryczny hołd dla ich nienasyconego głodu.

Niektóre z ich legowisk można opisać jedynie jako ule larw, gdzie kultyści wieszają swoje ofiary żywcem i zarażają je tysiącami ulubionych stworzeń swoich panów. A jednak inne miejsca, takie jak miejsce znane jako The Reflection of Holastri, wydają się bardziej niepokojąco spokojne i skupione na wyostrzaniu umysłów kultystów, którzy przetrwali ciężar pragnień, którymi przesiąkli ich diaboliczni panowie.

Cocoonor

Wszędzie ich sale zdobią obrzydliwe freski przedstawiające ich okrucieństwa, starożytne domy dawno temu popadły w dekadencję, bo kiedy Demira podarowała ludzkości swego ducha, pozbawiła ziemską moc uścisku Belzebuba, rzucając jego zwolenników w ciemność na zawsze. Uwięzieni we własnym zepsuciu, nigdy nie posunęli się naprzód, tylko tkwiąc w rozpadających się ruinach tego, co kiedyś mieli.

Ale to właśnie wtedy Demira zebrała się i podniosła swego ducha, wciągnęła całą swoją moc boskości i z iskrą życia płonącą intensywnością słońca, choćby tylko na ulotną chwilę, przeklęła trójkę i ich zwolenników na wieczne cierpienie; Głód dla żarłocznych, wieczne niezadowolenie dla chciwych i niekontrolowany nieubłagany gniew dla gniewnych. A gdy wymieniła imiona trzech książąt, upadła, zimna i pozornie bez życia, aby nigdy już nie powstać.
— Gyronomicon , wykład Girauda o Odkupicielach, str. 22

Świat poza odkupieniem

„Są zła, które kuszą, zła, które szepczą, i zła, które oszukują. Ale obżarstwo nie uwodzi — ono pochłania. Jest ogniem, którego nie można zaspokoić, raną, która nigdy się nie goi. Pozwalać mu ropieć, to patrzeć, jak świat jest pożerany, kawałek po kawałku”.
 — Arcykapłan Teodoryk z Anatolii,  Sermons Against the Abyss

Dom Zebian w Pax Dei

Kult Zeba istnieje tylko poza Pax Dei, w krainach, gdzie Łakomstwo panuje bezkarnie i gdzie oko Boskości nie może dosięgnąć. Są oni formą daną przez głód, niepowstrzymaną siłą konsumpcji, która pożera wszystko na swojej drodze. Wierni muszą zachować stałą czujność, gdyż ich zepsucie rozprzestrzenia się niezauważenie, czając się wszędzie tam, gdzie panuje głód i nadmiar. Dopóki będą istnieć ludzie pragnący bez ograniczeń, Kult Zeba będzie istniał.

„Dusza człowieka nie ginie w jednym kęsie, ani w pierwszym odpuszczeniu. Jest w drugim, trzecim, setnym, dopóki człowiek nie zapomni, co znaczy być nasyconym. Strzeż się ścieżki Zeba, bo jest usiana ucztami, a prowadzi tylko do wiecznego głodu”.
 — Św. Grzegorz,  O losie potępionych

Strona 52 z 59

  • 47
  • 48
  • 49
  • 50
  • 51
  • 52
  • 53
  • 54
  • 55
  • 56